środa, 12 lutego 2014

Feminizm

Ostatnio strasznie modny. Mamy nawet doradczynie ze Stanów. Ciekawe. Trzeba mieć wiele tupetu i kompletny brak znajomości Polski, by być takim guru. Temat "matka Polka" obśmiany i wydrwiony przez bezmyślnych ludzi mających za nic swoje matki, babki, prababki. Historycy zajmują się głównie dziejami mężczyzn, ich wojnami, rzemiosłem, fabrykami, bankami. Z rzadka pojawia się praca o paniach, o tej soli ziemi. Historia, dziedzina sfeminizowana, więc czemu takie zaniedbanie?
Położenie geograficzne mieliśmy fatalne. Jeśli nikt nas nie 
najeżdżał sami wdawaliśmy się w niepotrzebne konflikty. Nasi dzielni panowie wyruszali na boje zostawiając wojskich starców i niedorostków. Wracali z tarczą, lub na tarczy, zgłębiali tajemnice Syberii, niemieckich i austriackich kazamatów, albo ginęli bez wieści. A my, Polki, zostawałyśmy z całym wojennym bałaganem. Dobrze, jeśli wojna nie toczyła się nam w ogrodzie, jak u mojej teściowej w Brzeżanach. Ile to razy musiały w pośpiechu decydować: uciekać, czy jeszcze się wstrzymać? Czy zawierucha dojdzie do nas?
Musiały ładować co cenniejsze i ważniejsze rzeczy na wozy i chronić się w murach twierdzy, na bagnach, w puszczach. Kobiety w twierdzach nie siedziały bezczynnie, nie wystawiały twarzy na zabiegi kosmetyczki, paluszków dla manikiurzystki, jak panie które je lekceważą. Przygotowywały jedzenie dla obrońców, nosiły na mury pod obstrzał, gotowały te różne smoły, gorącą wodę i opatrywały walecznych. Ostatnia czynność wymaga większej wytrzymałości niż atak do boju po popijawie. Mówi się wiele o Zofii Chrzanowskiej. Sądzę, że takich jak ona było więcej. Nie tylko w XVII w., ale i w XIX i XX w. Byłyśmy w powstaniach z bronią w ręku, w legionach, byłyśmy w partyzantce, kiedy Amerykanki zajmowały prowadzeniem domu na ziemi wydartej Indianom. Jeśli walczyły to w obronie własnej chałupy. Myśmy miały regularnych żołnierzy. Dostałyśmy prawo wyborcze dwa lata wcześniej niż Amerykanki.
Kiedy nasi mężowie polegli, zostali zesłani w Sybir, uwięzieni, lub nasze dzielne chwaty zginęły w pijackich burdach, lub obronie honoru zostawałyśmy same (z licznym na ogół) potomstwem. Wtedy trzeba się było znać na wszystkim: kiedy orać, bronować, nawozić, siać, zbierać, suszyć, jak składać by nie zawilgło, nie przemarzło. Trzeba było poznać ceny, znaleźć kontrahentów, wytargować. Przy zakupie musiały się wykazać znajomością towaru, by nie paść ofiarą oszustwa. Doglądały żywego inwentarza. Myślały o zaopatrzeniu w opał, zimą o lodzie do lodowani na lato, o nauce dzieci, o nakarmieniu rodziny, krewnych rezydentów i ich pielęgnacji. Nie było domów spokojnej starości, ani hospicjów. Tę rolę pełnił między innymi dwór szlachecki. Służba domowa też potrzebowała opieki i nadzoru. Wyżywienie pokaźnej gromady ludzi wymagało rozeznania w ilości produktów potrzebnych do sporządzenia potraw. Dwór jak każdy dom wymagał wiecznych napraw, tak samo sprzęty domowe, narzędzia rolnicze. Szlachcianki oczywiście miały do dyspozycji gospodarzy, czyli ekonomów, zwanych też rządcami, były gospodynie i kucharki. Ale to one były jedynie odpowiedzialne za całość. Bez czujności tych kobiet, matek Polek całe te majątki poszłyby w ruinę. Powiedzenie "pańskie oko konia tuczy" nie wzięło się chmur. Każdy, kto prowadził kiedykolwiek jakiś biznes może to potwierdzić. A żeby tym biednym, samotnym kobietom nie było nudno niejednokrotnie pazerni sąsiedzi, lub miła "skrzywdzona" w działach rodzina rzucali kłody pod nogi, wciągali w procesy, urządzali zajazdy. Nasze roty sądowe dają świadectwo jak to ta czy owa "hic mulier" zbierała pachołków i wyruszała siłą odzyskać zagarnięte dobra. Zarządzanie podobnymi gospodarstwami W PRL-u wymagało dyrektorów, zastępców do spraw, specjalistów, księgowych, kadrowych, magazynierów, zaopatrzeniowców, mechaników...
Jeśli niestety przyszło im opuścić majątki, z tych czy owych przyczyn, nie łamały rąk. Udawało im się wykształcić dzieci i wyprowadzić je na ludzi.
Nie piszę tu o kobietach z miast i miasteczek, kobietach na schwał. Nimi też się zajmę. W piecu wygasło i zimno mi w ręce.
Nasze obecne feministki umieją tylko wiecować i żądać, opowiadać o swoich skrobankach i snuć brednie o realizacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz